wtorek, 21 lipiec 2009

Nie jest źle z KDT

No źle nie jest, bo co prawda, jak mówią, ze dwa tysiące ludzi straciło robotę, ale jakoś ci ludzie sobie poradzą. Zaczną handlować w innych miejscach, pójdą do pracy do kogoś innego, może jakaś firma, po podspisaniu stosownego kontraktu, pomoże im się przekwalifikować. Jakoś to będzie. Klienci też dadzą radę kupić to czy owo w innych sklepach. Natomiast ogromny zysk polega na tym, że już za parę lat wszyscy - kupcy oraz pracownicy z hali KDT, a także klienci, będą mogli sobie chodzić do Muzeum Sztuki Nowoczesnej.

sobota, 18 lipiec 2009

Blitz o Leszku Kołakowskim

W komentarzach pod notką pt. O śmierci pisałem, że mnóstwo ludzi będzie teraz napadać na Kołakowskiego. No i mnóstwo ludzi na Kołakowskiego napada. Że komuch był, że Ajdukiewicza i Tatarkiewicza ścigał, że na pogrzeb Wolińskiej poszedł i że inne rzeczy. Oczywiście komuch był, oczywiście ścigał, oczywiście na pogrzeb poszedł i oczywiście inne rzeczy. Stwierdziłem też, że prawie nikt z tych, którzy na Kołakowskiego napadają, tekstów Kołakowskiego nie czyta. Ja w ostatnich kilku miesiącach dużo Kołakowskiego czytałem, wiele razy w swoich notkach blogowych dawałem cytaty z Kołakowskiego - o edukacji, o utylitaryzmie, o innych rzeczach. A teraz dam jeszcze jeden cytat, z tekstu pt. Jak być konserwatywno-liberalnym socjalistą:

Żadną miarą jednak nie wolno mylić bezpieczeństwa z wolnością. Państwo zapewnia wolność nie przez to, że coś robi i coś reguluje, ale przez to, że nie robi nic i pozostawia różne dziedziny życia bez regulacji. W rzeczywistości bezpieczeństwo bywa pomnażane tylko kosztem wolności. Nie jest także bynajmniej zadaniem państwa czynić ludzi szczęśliwymi.

Nic, tylko wziąć te słowa i wstawić do jakiegoś manifestu libertariańskiego. Fest jaja, co?

Takie czasy


Dwie tylko informacje znajdujemy na pierwszej stronie dzisiejszej Wyborczej:

- Leszek Kołakowski umarł
- w toto-lotka jest kumulacja; jakieś trzy bańki

piątek, 17 lipiec 2009

O legalnym zabijaniu

Państwo przyznało sobie monopol ma stosowanie przemocy i nie chce, żeby ludzie mieli broń. Jest to zrozumiałe - każdy gang chciałby być jedyną ekipą, która ma spluwy. Państwo wykorzystuje pozycję monopolisty w dziedzinie przemocy m.in. do tego, że stosuje przymus indoktrynując dzieciaki w szkołach i na inne sposoby miesza ludziom we łbach (np. państwo jest właścicielem największej telewizji, a inne telewizje mogą założyć tylko ci ojcowie założyciele, którym państwo na to pozwoli). Efekty działalności państwa są z punktu widzenia państwa znakomite. Oto np. cała kupa idiotów uważa, że człowiek bez broni jest bezpieczniejszy i powninien czuć się bezpieczniej, niż człowiek, który ma broń i który bronią potrafi się posługiwać. To tyle banałów, które dla wielu są objawieniem. A teraz informacja:

Poznański sąd uniewinnił czterech policjantów, którzy ostrzelali samochód dwóch 19-latków. Prokurator chciał, by funkcjonariusze trafili do więzienia, obrońcy i policjanci domagali się uniewinnienia.

Oskarżeni w kwietniu 2004 roku szukali groźnego przestępcy. To wtedy na ulicy Bałtyckiej w Poznaniu ostrzelali samochód młodych ludzi. Jeden z nich zginął na miejscu, drugi ciężko ranny - jeździ na wózku. Żaden nie był ściganym gangsterem.

Do tragedii, jak się później okazało, doszło wskutek błędnego rozpoznania operacyjnego. Policjanci byli przekonani, że w samochodzie jest poszukiwany przestępca. Jednak - według prokuratora - tak doświadczeni funkcjonariusze powinni tę informację sprawdzić.

Policjanci bronią się twierdząc, że odpierali atak na swoje życie i mieli do tego prawo. Byli przekonani, że auto, które próbowali zatrzymać, chce ich przejechać. Wtedy zaczęli strzelać.
Było to drugi proces w tej sprawie. Podczas pierwszego policjanci zostali uniewinnieni. Funkcjonariusze po tym orzeczeniu wrócili do pracy.

Konkluzja: w Polsce nie można legalnie wykonać wyroku śmierci na wielokrotnym mordercy, natomiast można legalnie zabić niewinnego człowieka strzelając do niego.

Takich zestawień można robić setki. Np.: w Polsce jak ktoś pomyli się przy wypełnianiu PIT-a to zostanie ukarany, a jak policja pomyli się przy zabijaniu, to zostaje uniewinniona.

Dictum sapienti sat. Chyba.

środa, 15 lipiec 2009

O śmierci

Epikur w Liście do Menoikeusa pisze:

A zatem śmierć, najstraszniejsze z nieszczęść, wcale nas nie dotyczy, bo gdy my istniejemy, śmierć jest nieobecna, a gdy tylko śmierć się pojawi, wtedy nas już nie ma. Wobec tego śmierć nie ma żadnego związku ani z żywymi, ani z umarłymi; tamtych nie dotyczy, a ci już nie istnieją.

Marek Aureliusz w Rozmyślaniach dodaje jeszcze to, że człowiek boi się śmierci, bo boi się braku odczuwania, albo zmiany odczuwania. I tłumaczy, że ów lęk jest niezasadny, gdyż braku odczuwania nie należy się bać, ponieważ jeżeli człowiek niczego nie odczuwa, to nie odczuwa również nieszczęścia i przykrości, jeżeli natomiast po śmierci człowiek miałby zmienione odczuwanie, to oznaczałoby, że coś jednak odczuwa, a zatem żyje.

Piotr Wierzbicki w książce Zapis świata. Traktat metafizyczny. zwraca uwagę na fakt, że o ile z pewnością dla wielu ludzi przykrym wydaje się to, iż po ich śmierci świat będzie się toczył bez nich, że oni w świecie nie będą już mogli uczestniczyć, o tyle jakoś nikt nie przejmuje się tym, że nie uczestniczył w świecie przed swoimi urodzinami.

Kiedy tak wczoraj gadaliśmy z Epikurem, Markiem Aureliuszem i Piotrem Wierzbickim, pomyślałem sobie, że ten, kto nie wierzy w duszę nieśmiertelną i życie wieczne, w ogóle nie powinien przejmować się śmiercią, bo po prostu go nie będzie, tak, jak nie było go przed narodzinami. I tyle. I nic więcej.

Śmierci boją się zwierzęta, ateiści oraz teiści. Wyobrażam sobie, że zwierzęta boją się śmierci dlatego, iż nie wpadły jeszcze na to, do czego doszli Epikur i Marek Aureliusz no i nie umieją przeczytać pism tych myślicieli.

Teiści mogą lękać się śmierci dlatego, iż boją się, że jeśli śmierć dopadnie ich, że tak powiem, w złym momencie, to zawalą życie wieczne.

Dlaczego jednak śmierci obawiają się ateiści? Są to przecież ludzie racjonalni, miłujący osiągnięcia naukowe, ludzie, którzy nie przejmują się zabobonami. Co zatem powoduje obawiającymi się śmierci ateistami, że oni śmierci się boją?

A oto autograf Piotra Wierzbickiego, który zdobyłem na ostatnich Targach Książki w Warszawie :-)

wtorek, 14 lipiec 2009

ALLELUJA!!!

No bo jak nie Alleluja, skoro Alleluja?
Oto już za chwilę wilk pójdzie z jagnięciem na piwo,
a lew z koźlęciem wspólnie zajarają trawkę.
Rząd polski wybuduje wspaniałe drogi
i jeszcze wspanialsze autostrady,
a żadnego opóźnienia przy budowie stadionów nie będzie.
Wojciech Sadurski przeczyta ze dwie książki traktujące o ekonomii dla początkujących
i pojmie, że pielęgniarki nie muszą być państwowe,
a Sławomir Sierakowski dostanie jeszcze więcej darów od państwowych darczyńców.
Żaden człowiek nie zazna wykluczeń społecznych,
boiska będą w każdej gminie,
a szklanka mleka dla każdego ucznia.
Z komisji do spraw nacisków odejdą Wróbel i Mularczyk,
Rosja stanie się demokratycznym państwem prawa,
parytety płci zaczną obowiązywać w NHL oraz NBA,
i nikt nie powie na komucha "komuch", a na Szweda "Szwed".
Pandemii już żadnej nie będzie,
służba zdrowia przestanie niedomagać,
a nawet zacznie domagać
i cały świat zaśpiewa tę pieśń.
Wszystko to stanie się wtedy,
gdy Jerzy Buzek zasiądzie na swoim tronie
i spełni się proroctwo Jana Apostoła:
I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową,
bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły,
i morza już nie ma. (Ap 21,1)
A Jerzy Buzek, jak powiada Jan,
otrze z ich oczu wszelką łzę,
a śmierci już odtąd nie będzie.
Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu
już odtąd nie będzie,
bo pierwsze rzeczy przeminęły. (Ap 21, 4)

-------------------------------------------------------------
Z OSTATNIEJ CHWILI

Coś się zaczyna pieprzyć. Oto Dziennik donosi:

Jerzy Buzek objął fotel przewodniczącego Parlamentu Europejskiego i.. wziął się za dementowanie własnych oświadczeń o planowanych działaniach na rzecz praw kobiet i homoseksualnych związków partnerskich. "To bardzo wygodne postępowanie. Ten człowiek nie ma żadnych poglądów" - gani go europosłanka SLD Joanna Senyszyn.

A o co idzie? Ano o to:

Buzek oświadczył dziś, że wbrew wcześniejszym deklaracjom nie popiera wszystkich postulatów polityków europejskich odnośnie związków homoseksualnych. Określił także swoje priorytety - informowanie ogółu opinii publicznej o tym, jakie prace są prowadzone w Parlamencie Europejskim. "To przecież podstawowa rzecz i jądro demokracji" - stwierdził.

Jasne - jądro demokracji!!! A przecież niedawno było tak:

Właśnie za tą zmianę frontu skrytykował go europosłanka Joanna Senyszyn. "Podczas spotkania z frakcją europejskich socjalistów przedstawił się jako zwolennik praw gejów i kobiet. Pierwszych - do związków partnerskich. Drugich - do aborcji. Obiecał popierać parady równości i ruchy feministyczne. Żaden tam konserwatysta. Po prostu socjalista całą gębą. Nic, tylko na takiego głosować" - pisała na swoim blogu.

A to ci psikuśnik, ten Jerzy Buzek :-)

Teodycea


Czytam sobie Chatę (The Shack) Williama Paula Younga wydaną przez wydawnictwo Nowa Proza. Dojechałem do 142 z 288 stron. Chata to przez jakieś 90 stron powieść, a później Young pisze swoją teodyceę i swoją teologię. Mówiono mi, że tak będzie już do końca książki.

Idzie o to, że taki jeden Mackenzie stracił córkę, którą zamordował jakiś pojeb. No i ten Mackenzie dostaje zaproszenie do chaty, jedzie tam i spotyka się z Bogiem, który jawi mu się jako Bóg Ojciec pod postacią wesołej Murzynki, Duch Święty występujący jako mała Azjatka i Jezus, będący nie całkiem mocno przystojnym gościem o semickiej urodzie. Mackenzie gada sobie z nimi o różnych rzeczach i m.in. stawia pytanie, które postawiło już wielu autorów: jak to jest niby możliwe, że istnieje Bóg pozwalający na to, aby na świecie było tyle zła; jak to jest możliwe, że istnieje Bóg, a dzieci są gwałcone i zabijane, że ludzie torturują ludzi, że są klęski żywiołowe itd.

Ten Mackenzie to chłop rzetelny i szczerze dzieli się z Bogiem swoimi wątpliwościami. Wreszcie mówi: - Po prostu nie jestem w stanie wyobrazić sobie żadnego ostatecznego celu, który by to wszystko usprawiedliwiał.

Na co Bóg odpowiada: - Mackenzie. My nie usprawiedliwiamy. My zbawiamy.

I tyle. Czego tu nie rozumieć?